Kategorie: Wszystkie | On | Ona
RSS
wtorek, 24 marca 2015
I po targach!

Tak się nie mogłam przez ostatnie dni doczekać wyjazdu, spotkania z ulubioną mieszkanką Wrocławia i targów oczywiście, że jakiekolwiek prace biżuteryjne musiałam wstrzymać, bo nic kompletnie nie chciało mi wychodzić :D Miałam nadzieję, że napiszę coś, że będzie się czymś podzielić od ostatniego wpisu zanim wyjdziemy… ale kurde, nie było o czym.

No ale targi już były. Więc pora na moją krótką, trochę marudną relację ;) Dlaczego krótką? Bo jakoś nigdy nie byłam dobra w opisywaniu wydarzeń, w których brałam udział. Jakoś bardziej wolę przeżywać, niż potem siedzieć i myśleć jak to ubrać w słowa. Dlaczego marudną? Bo moje oczekiwania nie do końca zostały spełnione :) ale do rzeczy…

 

No i tutaj będę wredna, bo reszta postu jest już na nowym blogu, przeniesionym na moją "osobistą" stronę, więc zapraszam bardzo serdecznie tutaj:

http://byrenata.eu/i-po-targach/ 

Wiem, wiem... miałam jeszcze przez jakiś czas pisywać na obu, ale przyznaję się bez bicia, nie wiem czy to ma sens. A skoro nie wiem, to piszę tam, gdzie czuję się u siebie ;)

I daję obrazek na zachętę ;)

wtorek, 10 marca 2015
Zabawiamy się, czyli ja, miedź i młotek.

Na zdjęciach w tym wpisie widać już nowy adres - www.byrenata.eu - i za niedługo będę pisała już tylko tam :)

Nadzieja na to, że srebro przybędzie przed weekendem okazała się płonna (kurier zapukał dopiero w poniedziałkowe popołudnie), jednak nie zraziłam się i wzięłam się w garść. Albo właściwie, wzięłam narzędzia i drut w garść i dłubałam. Tylko kurcze, nie szło. Nic a nic. Za co bym się nie wzięła, nie wychodziło. Drut nie tak się układał, koraliki nie pasowały, pomysły nie były sprecyzowane, a do tego stuknęłam się młotkiem w palec. Nie ma to jak radosne i głośne "ała", które się poniosło echem po pokoju na tyle, by obudzić koteły. Poddałam się więc i czekałam poniedziałku, licząc na to, że będzie lepiej.

I było :) I lepiej, i srebro. Z czasem gorzej, ale się udało podziałać, a poniżej skromne ilościowo efekty z poniedziałku, bo zrobienie zawieszki z oliwkowym ceramicznym kamieniem zajęło mi o wiele za dużo, przez co nie starczyło czasu na inne pomysły i wtorkowe-blaszkowe, bo przyszło nowe narzędzie :)

olive

Pierścionek wyszedł średnio, ale jakoś tak chciałam spróbować oksydowania posrebrzanego drutu na czymś innym niż drucie :) Kolor mi się podoba, taki stalowoszary. Projekt jako taki, nie za bałdzo ;)

ringy

I blaszki, czyli dwie bransoletki, które zrobiłam dla siebie, chociaż pewnie z czasem będzie ich więcej, bo fajnie się je robiło :)

breacelets

ichoose

W srebrze pierwsze koty za płoty, ale twór nie jest taki, by się nim dzielić, może kolejny wypadnie lepiej, ale to już za czas jakiś, bo czekam z zakupem minerałów na wystawę we Wrocławiu 21-22 marca, na której mam nadzieję się w niedzielę pojawić :)



środa, 04 marca 2015
Remonty, remonty...

W ubiegłm tygodniu, jak i w tym do tej pory, kompletnie nie mam czasu usiąść do biżuterii. Najpierw kompletne przemeblowanie pokoju, bym mogła odzyskać przestrzeń na mój malutki, ciasny, ale własny warsztacik, coby nie musieć robić na kolanie czy też na biurku tuż koło laptopa. Malowane przez mojego Małża wizje palnika przepalającego monitor wystarczyły, by zmotywować nas oboje do przestawienia mebli. Z tym związał się mini remont pokoju, bo przecież skoro ściany wolne, to można je odmalować ;) Bo tu koty, tam ja, a tam Małż porysował ścianę w ten czy w inny sposób. Tydzień uciekł.

Ten dla odmiany przepełniony jest pracą, kończę niemal codziennie o 20tej, a potem to już mi tak trochę często sił brak, by robić coś więcej niż patrzeć na kamienie i planować co też uda mi się zmajstrować w weekend, jak już będę miała kiedy usiąść do biurka. Pomijam, że tak naprawdę warsztatowi jeszcze daleka droga do używalności, bo przełożenie rzeczy na jego blat wcale nie oznacza ustawienie ich wydajnie. Nie dość, że muszę sporo przepakować, by miało sens, to jeszcze pewnie będę ze dwadzieścia razy przestawiać pojemniki, by wszystko było tak, jak pasuje ;)

Do tego stwierdziłam po ostatnich wpadkach bloxa, który wieszał mi się w najmniej odpowiednim momencie, że skoro serwer jest, to pora się przeprowadzić na swoje. Dlatego też zakupiłam domenę i pracuję nad stroną, by tam przenieść bloga. Ale na razie będę pisać i tu i tam, a domeną podzielę się na bloxie, jak już skończę walczyć z szablonem graficznym - czyli jak już będzie w miarę dobrze - bo "dobrze dobrze" to nie wiem kiedy będzie - sama w sumie nie mogę zdecydować się co chcę, a to nie ułatwia pracy :)

Dlatego też dzisiaj bez zdjęć nowości, tylko tak krótko, aktualizacyjnie, żeby nie było, że znów zniknęłam ;)

Pozdrawiam serdecznie! :)

sobota, 21 lutego 2015
Zabawy z lutowaniem.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam, innymi słowy sporą część czasu wolnego spędziłam nad zabawami palnikiem. Ilość miedzi, jaką wykorzystałam, zanim zaczęło mi wychodzić jest całkiem spora, no ale nie da się nauczyć bez prób i bez błędów... zwłaszcza, jeśli się jest kompletnym samoukiem :)

Ale spróbowałam, posmakowałam, spodobało się, więc pewnie jeszcze bawić się będe nie raz i nie dwa. Na razie jednak tylko dwie rzeczy, które mogę pokazać, bo reszta skończyła praktycznie jako kupka złomu :) Prototypami to można nazwać.

Ale i tak radocha wielka. No i w głowie plan powstał, by w końcu zakupić trochę srebra, więc może w marcu, bo raczej nie wcześniej, popełnię coś w innym metalu :)

Pierwsza obrączka jest gruba, bo ma jakieś 8mm szerokości, fakturowana i zoksydowana, chociaż z małym błędem, bo mi się przypadkiem lut przykleił w miejscu kompletnie nie tym co trzeba :) a że miałam lenia, to i nie wypiłowałam go do zera, ale jak dla samodzielnego noszenia - efekt mnie zadowala.

BigC

 

Drugi pierścionek to efekt zabawy kawałkami blachy, który przerodził się w pomysł. Wykonany w całości z miedzi, zoksydowany, na małym kwadracie udało mi się rozpłynąć lut, więc w sumie jest posrebrzany ;)

poniedziałek, 16 lutego 2015
Niedzielny odpoczynek...

Tia, nie ma to jak wsiąknąć. Przepaść z kretesem. Rzecz jasna w objęciach jednej z pasji ;) Jak mnie dłubanie biżuteryjne wessało, to puścić nie chce. Co za tym idzie, sporą część dnia wczorajszego spędziłam tworząc, zabawiając się drutem i narzędziami, no i przede wszystkim - świetnie się bawiąc. Ale korzystam, korzystam garściami, bo kto wie kiedy znów dopadnie mnie biżuteryjny zastój, brak pomysłów czy czasu na ich realizację. Doszłam do wniosku, że nie warto się zastanawiać, tylko działać. No więc działam.

Efekt taki, że gdy mój biedny Małż odsypiał bonusową nieprzewidzianą nockę, ja drutowałam godzinami, przez co mam kolejne trzy zawieszki do noszenia :) Jeszcze niedawno marudziłam, że nie mam biżuterii w odpowiednich kolorach, to teraz sobie zapasy zrobię i już.

Wczoraj królowała miedź, dopełniona szkłem i koralikami Toho. Efekty mnie zadowalają, a w przypadku mojej wewnętrznej marudy, która zawsze uruchamia swoje niezadowolenie jak tylko skończę coś tworzyć (czy to aby na pewno dobrze wygląda? czy ma sens? i tym podobne) to dodatkowa porcja sukcesu :) Oto więc wczorajsze twory, jeden z nich zoksydowany, pozostałe na razie nie, ale nie wiem czy nie zmienię zdania...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5