Blog > Komentarze do wpisu
Niedzielny odpoczynek...

Tia, nie ma to jak wsiąknąć. Przepaść z kretesem. Rzecz jasna w objęciach jednej z pasji ;) Jak mnie dłubanie biżuteryjne wessało, to puścić nie chce. Co za tym idzie, sporą część dnia wczorajszego spędziłam tworząc, zabawiając się drutem i narzędziami, no i przede wszystkim - świetnie się bawiąc. Ale korzystam, korzystam garściami, bo kto wie kiedy znów dopadnie mnie biżuteryjny zastój, brak pomysłów czy czasu na ich realizację. Doszłam do wniosku, że nie warto się zastanawiać, tylko działać. No więc działam.

Efekt taki, że gdy mój biedny Małż odsypiał bonusową nieprzewidzianą nockę, ja drutowałam godzinami, przez co mam kolejne trzy zawieszki do noszenia :) Jeszcze niedawno marudziłam, że nie mam biżuterii w odpowiednich kolorach, to teraz sobie zapasy zrobię i już.

Wczoraj królowała miedź, dopełniona szkłem i koralikami Toho. Efekty mnie zadowalają, a w przypadku mojej wewnętrznej marudy, która zawsze uruchamia swoje niezadowolenie jak tylko skończę coś tworzyć (czy to aby na pewno dobrze wygląda? czy ma sens? i tym podobne) to dodatkowa porcja sukcesu :) Oto więc wczorajsze twory, jeden z nich zoksydowany, pozostałe na razie nie, ale nie wiem czy nie zmienię zdania...

 

poniedziałek, 16 lutego 2015, druciarnia

Polecane wpisy